Często spotykam się z osobami, które twierdzą, że szukają "Prawdziwej Miłości".

Mówią, że nie potrafią jej odnaleźć.

Zacząłem zastanawiać się czym ona tak naprawdę jest – czym się charakteryzuje. Dlaczego tego szukamy i dlaczego nie ma jej na każdym kroku. Zamiast tego nierzadko wplątujemy się w dziwne związki będące namiastką tego czego szukamy.

Mógłbym powiedzieć, że prawdziwa Miłość to ta bezwarunkowa.

Ta niezależna od zmieniającego się świata, od zmieniającej się formy np. wieku naszego ciała lub przyjętych nazw.

Miłość wedle Platońskich poglądów a w konsekwencji Chrześcijańskich byłaby czymś doskonałym – wzorcem / ideałem, do którego człowiek dąży i za którym tęskni – pierwotną ludzką naturą, pierwotnym uczuciem i stanem permanentnego szczęścia.

Idąc tą drogą, będzie jak ciepły dom, z silnymi fundamentami, grzejący nas w zimę a chłodzący w lato i robiący to sam z siebie – sama jego konstrukcja powoduje, że MIŁO nam za każdym razem i w każdych warunkach. Dająca nam azyl i bezpieczeństwo. 

Będąca trampoliną do osiągania coraz to lepszych efektów np. zawodowych. 

Brzmi super, ale czy to możliwe w kontekście "życia codziennego"?

Myślę, że tak. Ponieważ…

Miłość to tak naprawdę też Przyjaźń, czyli coś co zapewne każdy z nas już minimum raz zbudował – jak same słowo mówi Przyjaźń, czyli „być przy czyjejś jaźni” czyli dobrze kogoś rozumieć, być wsparciem i opoką, na której można budować.

Ja osobiście mam wielu przyjaciół i jesteśmy ze sobą na dobre i złe. To piękny fundament i jeśli dołożymy do tego atrakcyjność, chęć wspólnego wychowywania dzieci, dzielenia życia – to dochodzimy to tej jednej szczególnej i wyjątkowej Przyjaźni – często na skróty nazywanej Miłością (w domyśle partnerskiej). 

Jasną jest sprawą dla mnie, że mamy jeszcze Miłość Rodzica do Dziecka, Miłość Rodzeństwa etc. Jednakże rdzeń w tym przypadku jest taki sam – różni się tylko funkcja.

W tym artykule zajmuje się rozważaniem typowo Miłości Partnerskiej.

Samo słowo Miłość ma w sobie początek „Miło”, a czasownik od nich to "Miłować". Jak dobrze wiemy z języka polskiego czasowniki „się robi”. A zatem Miłowanie NIE jest czymś biernym, tylko pewnym działaniem, aktywnością. Jaką?

  1. Szczerą rozmową na każdy temat,
  2. Wspólnym pokonywaniem przeszkód,
  3. Wycieraniem oczu z łez, gdy 2 osoba tego potrzebuje,
  4. Romantycznymi kolacjami i namiętnymi nocami, masażami,
  5. Wsparciem i przytuleniem, spokojem i dobrym słowem,
  6. Myciem naczyń, ścieleniem łóżka, bo ta 2 osoba późno wraca z pracy,
  7. Przygotowywaniem śniadań, obiadów,
  8. Ale przede wszystkim OBECNOŚIĄ i ciągnięciem się w górę na dobre i złe, pomimo przeciwności losu, bez uciekania i poddawania się – stanie z podniesionym czołem w gotowości by „pomóc tej 2 osobie”.

Miłość postrzegam zatem jako pewne tło, które wypełnia relację i jest gotowe na „dobrą i złą pogodę”. Nie poddającą się w trudnych chwilach – tylko z współczuciem i siłą idącą na przód z wiarą i nadzieją, że po burzy zawsze wyjdzie SŁOŃCE!

 Posłużę się tu jeszcze cytatem z Pisma Świętego:

 „1) Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
2) Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadł wszelką wiedzę,
i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał –
byłbym niczym.
3) I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic mi nie pomoże.
4) Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 ) nie jest bezwstydna,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6) nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7) Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
8) Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
choć zniknie dar języków
i choć wiedzy [już] nie stanie.
9) Po części bowiem tylko poznajemy
i po części prorokujemy.
10) Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
11) Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecinne.
12) Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [ujrzymy] twarzą w twarz.
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.
13) Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
największa z nich [jednak] jest miłość."

(1 Kor, 13, 1-13)

Jak widzimy Miłość jest pewnym ideałem mocno poza naszym egoistycznym małostkowym umysłem nastawionym na korzyści.

Oczywiście jest to Chrześcijańska wizja świata (mocno uprościłem, bardziej chodzi o zewnętrzny ideał niż relatywny w zależności, kto go przeżywa i kiedy). Pewna wartość sama w sobie. Szkoda, że tak mocno nieznana wielu osobom, gdyż nieraz spotkałem się z podejściem bardziej relatywnym nastawionym na zyski, na pewno nie straty!

Np. imprezowanie, robienie WOW, bo partnerka ma fajny tyłek i koledzy zazdroszczą. Skupienie się na seksowym i atrakcyjnym ciele. Pieniądze i zabawa, alkohol, seks. Te rzeczy przemijają, a skoro przemijają - przeminie i uczucie, które nazywam pewną iluzją / fikcją.

Oczywiście w takich związkach przez pewien czas się dobrze bawimy, ale prędzej czy później czeka w nich cierpienie (jak z narkotykiem).

Nie można zatrzymać tego co było podstawą związku. Lata miną i na starość można zostać samemu z myślą, że tak naprawdę bawiliśmy się formą, ciałem, sytuacjami, czyimiś uczuciami, ale nie zbliżyliśmy się nawet odrobinę do PRAWDY.

Nazwę zatem to Iluzją Miłości. Pewnym narkotykiem, który podwyższa nasz stan, ale jak minie to energia nam spada i potrzebujemy więcej narkotyku.

Miłość zatem to głęboka relacja, codzienna praca nad sobą i partnerem. Codzienne wybaczanie. Czasem NIE będzie ona przyjemna, bo mamy wiele egoistycznych upodobań – uważamy, że my mamy rację i na pewno 2 strona się myli. Jesteśmy nieraz zamknięci i chciwi.

Miłość jest lustrem, w którym możemy zobaczyć własne słabości i stawić im czoła stając się lepszym człowiekiem dla partnera, dla dzieci i w końcu dla samego siebie.

No dobra mamy tu wspaniały ideał i pewnie dla każdego to brzmi pięknie. Pytanie czemu się nam nie udaje odnaleźć czegoś tak magicznego, że często nawet wątpimy, że coś takiego może istnieć i zadowalamy się byle czym?

Może dla tego, że jesteśmy za bardzo przywiązani „do rzeczy i świata materialnego” za bardzo skupieni na problemach życia codziennego zapominając, że wszyscy umrzemy i wszystkie nasze osiągnięcia pójdą na marne? Może jesteśmy za bardzo przywiązani do fajerwerków w związku i pojmowania Miłości w sposób znany z bajek? Ona zakochuje się od 1 wejrzenia, potem jest fabuła często dramatyczna a na koniec napisy "żyli długo i szczęśliwie"? Ona lub On ma zamek, kupę złota lub dużo innych bajerów... Ja się pytam - a co z codzienną trudną pracą, rozwiązywaniem problemów i wspieraniem?

W Korei jest powiedzenie „trumna nie ma kieszeni”, a więc nie zabierzemy na 2 stronę ze sobą zupełnie nic. Nie zabierzemy sztabek złota, dolarów, domów, ziemi. Przychodzimy z pustymi rękami – odchodzimy z pustymi rękami – taka jest nasza sytuacja.

Ale poza przychodzeniem i odchodzeniem jest coś co je przekracza.

Co jest tą rzeczą?

Jest wiele nazw… Wiele filozofii i religii ma własną odpowiedź. Może to być Bóg, Miłość, Dusza, Energia… wybierz co chcesz… nazwa nie ma znaczenia... chodzi o pewien punkt, na który wskazuje...

Na pewno jednak nie są to pieniądze i rzeczy materialne.

Zatem pierwszym krokiem, który należy pojąć to, że w „konflikcie mieć i być” – posiadanie jest chwilowe i ulotne, zaś bycie, doświadczanie czegoś głębszego, prawdziwego, pięknego jest według pewnych religii i filozofii właśnie tym co rzeczywiście „zabierzemy” ze sobą na 2 stronę.

Poczyniłem wiele dygresji, ale są tu luźne przemyślenia – nie artykuł ekspercki. Po prostu wydaje mi się, że problemem naszej cywilizacji jest skupienie się na „mieć” niż na „być”.

Na osiąganiu i gonieniu za rzeczami. Za uciekaniem i zagłuszaniem własnych myśli i odczuć.

Za szukaniem Iluzji Szczęścia i Miłości zamiast za podążaniem za PRAWDĄ, która sama w sobie potrafi „WYZWOLIĆ” nas z cierpienia i ciągłego szukania.

Z Buddyjskiego punktu widzenia jesteśmy również uwarunkowani Karmą – która, ciągle wikła nas w te same konflikty i nie pozwala zaznać prawdziwego spokoju.

Karma nie musi być niczym magicznym i metafizycznym tylko pewnym zbiorem naszych przekonań i nieuświadomionych schematów, które za każdym razem działają i torpedują nasze marzenia.

Jak się zatem wyzwolić, aby „wypalić” Karmę?

  • Chrześcijanin powie – modlitwą. Wszystko co niemożliwe na poziomie ludzkim – jest możliwe na poziomie Boskim. Według Chrześcijan szczera modlitwa, z otwartym sercem potrafi działać cuda. Bóg jest źródłem PRAWDY i kontakt z nim potrafi strawić całe nasze nieszczęście w ułamku sekundy.
  • Według Buddystów – Karma powinna się wypalić poprzez wgląd, trening umysłu, medytacyjną praktykę, zauważanie PRAWDY i tego jak JEST, konsekwentne wybaczanie i miłującą dobroć dla innych czujących istot.

Jak widzimy w obu przypadkach permanentne szczęście jest związane z dojściem do punktu, w którym potrzebujemy czegoś więcej niż nasze ego. Pielęgnacja ego powoduje tylko kolejne i kolejne uwikłania.

Wracając do Miłości.

Ten punkt jest możliwy, ale jeśli chcemy osiągnąć go sami – może nam umykać, gdyż nasze umysły są zbyt zaśmiecone oczekiwaniami, lękami, przeszłymi doświadczeniami, przetrwaniem, wychowywaniem dzieci, bezsensownymi "sporami o pietruszkę"…

Ale należy pamiętać, że czas nie będzie na nas czekał. Wszyscy umrzemy, a więc może należy zastanowić czy nie żyjemy w Iluzji i już za rok, dwa, 5 lat nasza własna Karma nie kopnie nas w d*pę?

Zachęcam zatem do podążania ścieżką Prawdy, Miłości, Współczucia, poszukiwania relacji na dobre i złe, w których możemy rosnąć i pokonywać własne ograniczenia. W których możemy rozwijać się duchowo, zmierzyć z własnym ego, niekiedy wewnętrznymi demonami pomimo mijającego czasu, częstej nudy w związku…

Pamiętać, że poza tymi szczegółami, poza słowami, poza zmieniającymi się pracami, osobami w naszym życiu – jest coś co może zostać z nami na zawsze i stanowić głębokie i prawdziwe ukojenie. Być końcem wędrówki. 

Ps. Wszystko co napisałem to tylko słowa – litery. Luźne myśli, ale poza literami tego artykułu jest coś jeszcze… coś na co wskazuje. Jeśli przywiążesz się do słów i liter zgubisz prawdziwy sens tego przekazu. Ten artykuł jest jak palec wskazujący na księżyc.

Nie studiuj palca tylko zastanów się na co pokazuje i zobacz ten punkt.

Pozdrawiam ciepło i z Miłością,
Damian.